Rozbił 7 samochodów. Nie miał prawa jazdy . 1 lipca 2012, 11:35. TVN24 | Wrocław. 1 lipca 2012, 11:35. Zdemolował zaparkowane samochody. Samochód osobowy wypadł z drogi i dachował. Gdy
W sylwestrową noc rozbił dwa samochody / Opowiecie.info / 2 stycznia 2020 / 12:27 0 Comments. Fot. pixabay
Rozbił samochód na drzewie i… zasnął - opinie czytelników. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów do artykułu: Rozbił samochód na drzewie i… zasnął. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty, zgłoś go za pomocą linku "zgłoś".
16-latek chciał popisać się przed kolegami. Pod wpływem alkoholu rozbił samochód rodziców i trzy inne pojazdy! Na osiedlu Dzieci Polskich w Ostrołęce kierowca osobowego opla uderzył w trzy zaparkowane pojazdy i odjechał z miejsca zdarzenia. Mogłoby się wydawać, że kolizja jakich wiele, ale nie!
Razem pili, a kiedy gospodarza zmorzył sen, jego gość zabrał kluczyki od hondy i ruszył nią na przejażdżkę. Nie radził sobie. Rozbił samochód. Przed kilkoma dniami do biłgorajskiej komendy zgłosił się 66-letni mieszkaniec gminy Aleksandrów. Zgłosił, że znajomy uszkodził mu samochód.
Kierowca Golfa wiedział, że nie powinien siadać za kierownicę. Mimo tego prowadził auto i to ze zbyt dużą prędkością.
Do groźnego wypadku doszło w poniedziałek w godzinach porannych w miejscowości Biała pod Radzyniem Podlaskim. Jak informuje Straż Pożarna, samochód osobowy zjechał z drogi i uderzył w przydrożne drzewo. Po przybyciu na zastępów strażaków zastano samochód zawieszony przodem na złamanym drzewie i tyłem na słupku ogrodzeniowym.
siemka zbieram na nowy samochód, bo niestety ten który tu o jest to ziomek mi rozbił bo chciał się przejechać a ja dobre serce mam to mu dałem iiii skończyło się jak widać
Policja podzieliła się szczegółami bardzo interesującej interwencji, jaka miała miejsce w gminie Zielonki. Pijany 30-latek ukradł w Krakowie Volkswagena, po czym rozbił go na drzewie. Wkrótce ukradł kolejne auto, które także skasował. Chcąc uciec przed policją, wbiegł na budowę, na której terenie uszkodził kolejny pojazd. To nie koniec sensacji.
Pracownik komisu rozbił nie swój samochód. Chodzi o McLarena 650 s Spider. Dodano: 27 maja 2017, 12:29 18. Rozbity pod Krapkowicami McLaren 650 s Spider
9hYl1X. Home Sprzęt RTV/AGDTelefony Komórkowe zapytał(a) o 18:24 Rozbił mi się telefon... ...ma takie pęknięcie od wewnątrz. ("niezniszczalna") nokia 500. Nie działa dźwięk (na 90%), ekran czarny w białe paski. Poza tym potrafię go odblokować z pamięci (kieruję się układem białych pasków) więc myślę, że oprócz ekranu i ewentualnie dźwięku nic się nie Nie przyjmą na gwarancję, prawda?2. Jest sens iść do serwisu,3. Czy może wymienić samemu,4. Czy się z nim pożegnać? Miałam go zaledwie 4 miesiące, więc mi go trochę żal :( Odpowiedzi Dawaj do serwisu. Ja w moim se w995 miałem to samo ;D Oddałem do serwisu w iławie i zapłaciłem 100 zł wszystko jest idealnie ;p blocked odpowiedział(a) o 18:44 Jest szansa, że Ci naprawią. Albo będzie podobnie jak ja miałam. Poszłam do serwisu a oni powiedzieli, że mogę go sobie do pobliskiego kosza na smieci wyrzucić xd Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub
Kierowca nazwany sympatycznie przez policję „seniorem”, staranował 5 samochodów mając we krwi dwa promile alkoholu. Jeszcze nie widziałem tak niskobudżetowego taranowania. Oczami wyobraźni widzę tego kierowcę. 75 lat, prawo jazdy robił w 1965 r. na Warszawie M20, reguły ruchu drogowego traktuje raczej jak ogólne wskazówki, typu „jeśli jedziesz po pijanemu, to jedź nieco wolniej niż normalnie”, a na każde zwrócenie uwagi reaguje agresją. Temu to właśnie sympatycznemu 75-latkowi udało się wprowadzić w stan upojenia alkoholowego, a potem ruszył swoim Passacikiem B5 w kombi do domu, do którego nie dojechał. Gdyż jak to bywa po pijaku – nie wiem, kolega mi opowiadał – nie ogarnął, że trzeba się mieścić na pasie i staranował pięć zaparkowanych samochodów. I to jest ten śmieszny moment To znaczy on nie jest śmieszny dla poszkodowanych właścicieli staranowanych pojazdów, ponieważ ponieśli oni wymierne straty materialne, które oceniono na 6000 zł. Policja przygotowała nawet galerię uszkodzonych pojazdów. Jest wzruszająca. To jest chyba Ducato II z paką. Trzeba wymienić lampę i wyklepać tę poprzeczkę, do której jest mocowana, można ewentualnie prysnąć ją sprayem żeby jakoś wyglądała. Do zrobienia ze szwagrem przy piwie. Lampa kosztuje 55 zł. Spray może 20 zeta. No niech będzie, że stówa za wszystko. Tu mamy Clio II, i to przedliftowe, więc ma ponad 20 lat. Ładne progi, nie idzie poznać co robione. Do naprawy jest tylny błotnik, tzn. nadkole. Chyba już wcześniej coś ktoś przy nim robił, więc trzeba poszpachlować jeszcze raz i prysnąć sprayem. Do ogarnięcia ze szwagrem przy piwie, koszt wyceniam na jakieś 100 zł za szpachlę, lakier i papier ścierny. Uszkodzone Audi A4 B5, rocznik na oko 1997. Obtarty błotnik i drzwi. Wartość wskutek tego spadła o jakieś 100 zł, z 2200 na 2100 zł, co tylko ucieszy potencjalnych nabywców, których jedynym zmartwieniem jest to, czy dojedzie do polskiej granicy – bynajmniej nie tej zachodniej. Już widzę, jak ktoś to będzie naprawiał. Pewnie jeszcze w ASO. I na koniec Ford Mondeo. Pasta Tempo zrobi robotę. Choć tak naprawdę trudno tu mówić o jakimś spadku wartości – wynosiła równe zero przed uszkodzeniem, więc spadek nawet o 50% nadal daje zero. Nawet gdyby na te cztery auta spadł meteoryt i by wyparowały, ich łączna wartość nadal nie wynosiłaby 6000 zł. Gdyby ten wypadek wydarzył się w Warszawie… …to byłby dramat. Cztery uszkodzone nowe crossovery w leasingu. Wyceny, ubezpieczenia, likwidacje szkód, autoryzowane stacje obsługi i inne dzikie węże. Kwestionowanie wycen. Zaniżanie wartości. Próby udowodnienia, że to szkoda całkowita. Niekończące się korowody pism i telefonów. A w Oławie, gdzie najwyraźniej przeciętny samochód ma 20 lat, tak naprawdę nie stało się nic. Te auta są dalej sprawne i dalej mogą jeździć, a ich wygląd zewnętrzny dawno przestał mieć znaczenie. I to właśnie jest coś, co bardzo podoba mi się w posiadaniu grata – nie trzeba się przejmować drobiazgami, mój komfort psychiczny jest ważniejszy niż porysowany samochód. Oczywiście UFG i tak wypłaci poszkodowanym odszkodowania, ale przynajmniej sprawca, do którego fundusz gwarancyjny przyjdzie w sprawie regresu, nie będzie miał tak dużo do zapłaty. Pamiętajcie, jak walić po pijaku, to w możliwie tanie samochody. Zdjęcia:
Iwona Wieczorek miała wypadek samochodowy? Data utworzenia: 13 lipca 2014, 6:12. Iwona Wieczorek zaginęła w nocy z piątku na sobotę. Jednak w poniedziałek jeden z jej kolegów zgłosił do ubezpieczalni, że całkowicie rozbił samochód. Policjanci dokładnie sprawdzili auto cztery lata temu. Jak podaje "Gazeta Wyborcza" teraz śledczy szukają samochodu, aby znowu go sprawdzić. Co przeoczono? Iwona Wieczorek Foto: BRAK Iwona Wieczorek zaginęła cztery lata temu. Śledczy sprawdzali wiele wątków, jednak do tej pory nie odnaleziono dziewczyny. - „Gorzka prawda jest taka, że nikt już nie wierzy nawet, że Iwona żyje” - mówią gdańscy śledczy w rozmowie z gazetą. - „To jest obecnie tylko kwestia tego, czy i kiedy uda się przez przypadek znaleźć zwłoki. Wszyscy wiemy, że gdzieś w pierwszych tomach akt jest informacja, która powinna doprowadzić do zabójcy, ale nikt na razie nie wpadł na to, o który wątek chodzi. Od miesięcy akta sprawy badają analitycy kryminalni Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku. Jest coś, co zwróciło ich uwagę.” -„ Proszę sobie wyobrazić, że jak Iwona Wieczorek zaginęła tamtej nocy z piątku na sobotę, to zaraz w poniedziałek jeden z jej kolegów z dyskoteki zgłosił do ubezpieczalni, że całkowicie rozbił samochód. Może to przypadek, ale wyjątkowo dziwny, musi zastanawiać. Policja już cztery lata temu dokładnie przebadała to auto, tylko że coś i tak mogło zostać przeoczone. Teraz szukamy tego samochodu po Polsce, bo podobno nie poszedł na złom, został wyremontowany i sprzedany. To chyba ostatnia szansa na wyjaśnienie zagadki Iwony..”. - opowiada jeden z rozmówców. Jasnowidz o zaginięciu Iwony: Zobacz także /9 BRAK /9 Katarzyna Naworska / Matka Iwony Wieczorek /9 Katarzyna Naworska / Przeszukiwano wiele razy okolicę w poszukiwaniu ciała Iwony Wieczorek /9 Katarzyna Naworska / Uda się znaleźć Iwonę Wieczorek? /9 Katarzyna Naworska / Uda się znaleźć Iwonę Wieczorek? /9 BRAK Krzysztof Jackowski, jasnowidz pomagał policjantom /9 Materiały policyjne Iwona Wieczorek /9 Materiały policyjne Iwona Wieczorek /9 Materiały policyjne Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem:
fot. Adobe Stock, Wśród mężczyzn panuje powszechne przekonanie, że kobiety nie potrafią prowadzić samochodu. Bzdura! Kiedy córka uznała, że chce zrobić prawo jazdy, byłam pewna, że mąż będzie temu przeciwny i wynajdzie milion przyczyn, dla których nie powinna jeszcze prowadzić auta. Nie pomyliłam się. Andrzej stwierdził, że Inga jest za młoda, bo ma dopiero 20 lat. Dodał także, że… jest kobietą, a kobiety są gorszymi kierowcami niż mężczyźni. Sama mam prawo jazdy od ponad 20 lat, ale dobrze wiem, ile mnie kosztowało jego zdobycie. Mój tata taksówkarz uważał, że prowadzić samochód potrafi on i jeszcze od biedy kilku innych facetów, których może policzyć na palcach jednej ręki. Mój pomysł z prawem jazdy przyjął chłodno Niby mi nie zabraniał, lecz także nie zachęcał. Na moje pytania, czy kiedy już będę miała upragniony dokument, to pozwoli mi wsiąść za kółko swojego auta, odpowiadał monosylabami. Wiem, że bardzo mnie kochał i w każdej sprawie nieba by mi przychylił, ale z jednym wyjątkiem. To niebo nie miało najwyraźniej nic wspólnego z jego samochodem. Kluczyki dostawałam sporadycznie, od wielkiego dzwonu, i zawsze tylko wtedy, gdy tata siedział obok na siedzeniu pasażera i mógł komentować każdy mój ruch. Nienawidziłam tego. No i wcale nie garnęłam się do prowadzenia. Mąż dawał mi kluczyki tylko, gdy chciał się napić Prawdziwym kierowcą czułam się tylko przez trzy lata, kiedy już nie mieszkałam w rodzinnym domu, a jeszcze nie wyszłam za mąż. Miałam wtedy malucha i naprawdę go uwielbiałam. Czułam się wolna, mogąc, kiedy zechcę, wsiąść do samochodu i jechać przed siebie. Chyba właśnie to poczucie niezależności sprawiło, że mąż od początku usilnie nalegał, abym sprzedała swoje ukochane autko. – Po co mamy je utrzymywać? Wystarczy jedno, moje jest większe! – dowodził. W sumie była to prawda, bo i tak wszędzie jeździliśmy razem. Nawet do pracy: Andrzej zostawiał mnie po drodze, a wracając ze swojej firmy, zabierał do domu. Było to wygodne i ekonomiczne, nauczyłam się patrzeć na sprawę rozsądnie. Oczywiście, nie było mowy o tym, aby czasami Andrzej dał mi prowadzić w drodze do pracy, byłam więc tylko weekendowym kierowcą. Dostawałam kluczyki, gdy jechaliśmy do rodziny czy znajomych i mąż zamierzał wypić jakiś alkohol. Sporadycznie wyjeżdżałam również gdzieś dalej za miasto, kiedy Andrzej musiał w weekend nadrobić zaległą pracę, którą brał z firmy. W sumie nie narzekałam, przyzwyczaiłam się do tego. Jeździłam spokojnie, bez brawury, choć pewnie. Hamowałam i przyspieszałam tam, gdzie trzeba, prawidłowo biorąc zakręty. Kiedyś znajomy policjant jechał za mną przez dłuższy czas i potem powiedział zdumiony: – Myślałem, że to pan Andrzej jedzie przede mną. Dobrze pani prowadzi. – Byłam kiedyś na kursie ekonomicznej jazdy – przyznałam się mu. Mężowi o tym nie mówiłam, bo pewnie by mnie wyśmiał. Uznałby, że zmyślam – przecież żadna baba nie poszłaby na taki kurs. A tymczasem ja, jeszcze zanim zaczęłam jeździć na serio, naprawdę postanowiłam się doszkolić. Wyszłam z założenia, że jeżeli od razu nabiorę dobrych nawyków, to potem one zaprocentują. Drogo zapłacił za swoje głupie uprzedzenia W sumie uważam, że jestem dobrym kierowcą, podobnie jak wiele moich koleżanek. Myślę także, że teraz już nie sposób żyć bez samochodu, tym bardziej kiedy mieszka się poza miastem, tak jak my. Dlatego choć zajęło mi to trochę czasu, to w końcu udało mi się przekonać Andrzeja, że powinien zgodzić się, by Inga zrobiła prawo jazdy. Głównym argumentem było to, że wracając po nocy, wreszcie będzie bezpieczna. Córka bała się wracać nocnym autobusem, a z kolei my nie zawsze mogliśmy po nią podjechać. – No dobrze, niech się szkoli. Zobaczymy, co z tego wyjdzie – mruknął. Córce szło całkiem nieźle, ale przed egzaminem nieco się denerwowała. Poprosiła więc ojca, aby z nią trochę poćwiczył na bocznych drogach. Andrzej zapalił się do tego pomysłu, lecz gdy przyszło co do czego, musiał wyjechać służbowo. – To może mama? – zaproponowała. Chętnie bym na spokojnie poćwiczyła z naszą jedynaczką jazdę i manewry, mąż jednak miał inny pomysł: – Wojtek z tobą poćwiczy. On ma pazur, jeździ w zawodach i odnosi sukcesy. Wojtek to syn naszych znajomych, nieco starszy od Ingi. Prawdę mówiąc, nie bardzo mi się podobało, że ma ją czegoś uczyć, ale skoro Andrzej się uparł… I jeszcze pożyczył mu nasz samochód! Gorzko potem tego żałował. Bo Wojtek chciał się chyba popisać przed naszą córką swoimi rajdowymi umiejętnościami, gdyż... wszedł w zakręt za szybko, zaciągając jednocześnie ręczny hamulec, aby auto gwałtownie skręciło. Oczywiście wpadł w poślizg i przywalił tyłem w stojący na rogu słup. Rozbił nam samochód, a potem naprawa (bo Andrzej nie wykupił AC) kosztowała nas sześć tysięcy złotych! Tyle właśnie mój ukochany mąż zapłacił za swoje przekonanie, że kobiety prowadzą gorzej od mężczyzn. To nie kwestia płci Czytaj także:„Mój były mąż potrafił ugotować tylko wodę na herbatę. Pralki i odkurzacza nie tknął nigdy w życiu”„Po rozwodzie z Jurkiem wszystko zaczęło się sypać. W przenośni i dosłownie. Nawet spłuczka nie chciała działa攄Byłam w szoku, gdy podsłuchałam, że nastolatka chce uwieść mojego męża. Co ta młodzież ma w głowach?”