„Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” (recenzja filmu) Magdalena Kaczmarek 21 września, 2018 21 września, 2018 Film & Kino, Kulturalnym Okiem. Zobacz wpisy. Niby nic wiel­kie­go, a jed­nak… oka­zu­je się, że wie­le może wyjść na jaw. Na począt­ku „Dobrze się kła­mie…” zaczy­na się jak lek­ka kome­dia. Pierw­sze wia­do­mo­ści, któ­re otrzy­mu­ją uczest­ni­cy kola­cji wzbu­dza­ją uśmiech i powo­du­ją nie­wiel­kie zale­d­wie nie­po­ro­zu­mie­nia. Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie w Praga. Harmonogram i bilety na nadchodzące filmy. Cinema Pilot, pon., 31.12.2018, 18:00. Znajdź najnowsze wiadomości, bilety, aktualne informacje na GoOut. To chyba straszne nudy by wyszly. Zadnego telefonu i pewnie jeden sms z banku z gotowa pozyczka. No pecha mieli wloscy kolezkowie z w ciagu kilku godzin cale zlo swiata. A to zdrada, a to homoseksualizm a moze jeszcze ciaza. Wiem ze to metafora ukrytych relacji i uczuc w towarzystwie no ale wyszlo troche dlaczego ja i trudne sprawy. To przeczy tezie niektórych dyskutujących w wątkach obok, że film obnaża nas wszystkich, jako czyniących zło za plecami :) Bo to już daje całkiem niezłe proporcje: 4 kombinatorów : 3 fair Ale Spójrzmy na Carlottę i Lele. Co do Carlotty to wiadomo, że odmówiła spotkania się z gościem z netu. Nawet z nim nie rozmawiała. Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie w Praga. Harmonogram i bilety na nadchodzące filmy. Edison Filmhub, niedz., 29.09.2019, 19:00. Znajdź najnowsze wiadomości, bilety, aktualne informacje na GoOut. Mimo początkowych obiekcji każdy z siedmiorga przyjaciół zgadza się wziąć udział w tej grze. Wszyscy uważają, że to niewinna zabawa, jednak kiedy na jaw wychodzi zbyt dużo tajemnic, wywołuje ona konflikty, które trudno zażegnać. Zobacz program tv dla Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie. Oglądaj online ulubione filmy. Dzieci, zanim się tego nie nauczą, nie mają tego problemu, dzięki czemu ich życie jest o wiele łatwiejsze. A my? Sami sobie je komplikujemy. Sami też jesteśmy sobie winni, bo nie pozwalamy drugiemu człowiekowi na suwerenne decyzje, zawsze wystawiamy mu opinię, nic więc dziwnego że on woli trzymać wiele spraw w tajemnicy przed światem. Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie (Perfect Strangers) Film premiera: 11.02.2016. Eva i Rocco zaprosili na kolację grupkę swoich przyjaciół. Są wśród nich świeże małżeństwo Cosimo i Bianca, małżeństwo ze stażem Lele i Carlotta oraz Peppe, który po rozwodzie nie może znaleźć ani stałej partnerki, ani pracy. DOBRZE SIĘ KŁAMIE W MIŁYM TOWARZYSTWIE Nowe Horyzonty 2016 reż. Paolo Genovese. moja ocena: 7.5/10 . Człowiek jako istota społeczna i najbardziej zakłamana, parszywa bestia, jaka chodzi po tym padole – to właśnie przychodzi na myśl po seansie fantastycznej tragifarsy Paolo Genovese. Włoski reżyser posadził przy eJK6. „Dobrze się kłamie” po obu stronach Wisły Spektaklove i producenci komediowych hitów “Boeing Boeing”, “Imię”, “Ludzie inteligentni” sięgnęli po przebój kinowy “Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”. Adaptację oraz tłumaczenie przygotował Bartosz Wierzbięta – mistrz dowcipnych dialogów, znany między innymi ze “Shreka” i “Pingwinów z Madagaskaru”. „Dobrze się kłamie”, dotykający problemów małżeńskich par w średnim wieku, wyreżyserował Marcin Hycnar. To pełne wrażliwości i nastrojowości połączenie lekkiej komedii i gorzkiego dramatu, osadzone w duchu oczyszczającego oraz błyskotliwego dialogu. „Dobrze się kłamie” w reżyserii Marcina Hycnara jest spektaklem dotykającym problemów małżeńskich par w średnim wieku. To pełne wrażliwości i nastrojowości połączenie lekkiej komedii i gorzkiego dramatu, osadzone w duchu oczyszczającego oraz błyskotliwego dialogu. Czy zastanawialiście się kiedyś, kto spośród Waszych przyjaciół coś ukrywa? Kto kłamie codziennie albo przynajmniej “nieco ściemnia”? A może by tak zacząć grać w otwarte karty? Co z tego może wyniknąć? Zanim sprawdzicie to w domu, wybierzcie się koniecznie do teatru na “Dobrze się kłamie”. Grupa przyjaciół co jakiś czas spotyka się na kolacji. Tym razem planują wspólnie oglądać zaćmienie księżyca. Jego fazy według wielu wierzeń wpływają na nasze zachowanie i nastrój. Ludzie mogą stać się nieprzewidywalni… Zaczęło się jak zwykle. Żarty, ploteczki, docinki – jak to wśród przyjaciół – wesoło. Do czasu, gdy ktoś zaproponował grę. Co stanie się kiedy wszyscy podzielą się zawartością swojego telefonu, ujawnią maile i SMS-y? Szybko okazuje się, że w ten sposób na jaw zaczynają wychodzić kolejne tajemnice skrywane nie tylko przed znajomymi, ale głównie współmałżonkami. W towarzystwie dochodzi do kolejnych konfliktów, które trudno jest zażegnać. Komu „ściemnianie” wyjdzie na dobre, a kto całkowicie się pogrąży? Oglądacie na własną odpowiedzialność. Istnieje bowiem niebezpieczeństwo, że spektakl skłoni Was do zrewidowania przyjaźni, zakończenia związku, a nade wszystko pozbycia się swojego smartfona. „Dobrze się kłamie” – Mała Warszawa (scena Spektaklove): 11 października, godz. 30 października, godz. 11 listopada, godz. 14 listopada, godz. 4 grudnia, godz. 5 i 6 grudnia, godz. „Dobrze się kłamie” także w Buffo: 28 października, godz. 29 października, godz. 27 listopada, godz. 28 listopada, godz. i 10 grudnia, godz. 30 grudnia, godz. Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie to gorzki dramat o współczesnym pokoleniu i refleksja, czy prawda to termin pozytywny czy negatywny. 7 Jedność czasu, miejsca i akcji przy równoczesnym zachowaniu dynamiki i utrzymaniu uwagi widza, kiedy dzieje się to na ekranie, nie w teatrze, to duże wyzwanie. Podjął się go Paolo Genovese w Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie i nie spadł z wysokiego konia. Stworzył porządny, nie tylko poprawny, ale z mocą dialogową dramat i gorzkawy traktat o kłamstwie, parafrazując: „Czasami ludzie potkną się o prawdę. Ale prostują się i idą dalej, jakby nic się nie stało”. Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie (2016) - Kasia Smutniak, Edoardo Leo, Marco Giallini, Alba Rohrwacher, Giuseppe Battiston, Anna Foglietta, Valerio Mastandrea Bliscy sobie przyjaciele spotykają się na jednej z wielu w swoim życiu kolacji. Dania się dogotowują, wszyscy przygotowują, a kolejne wina zostają odkorkowane. Jedynym urozmaiceniem ma być przedstawienie przez Pepe reszcie przyjaciół swojej nowej dziewczyny – ostatecznie jednak dostała gorączki i nie mogła dotrzeć. Słowa, słowa, słowa i nagle z subtelnej refleksji jednych z gości na temat sekretów, ktoś proponuje grę. Wszyscy wyciągają telefony, swoje czarne skrzynki i jeżeli któreś z nich dostanie wiadomość to odczytuje to na głos, a jeżeli ktoś zadzwoni to odbiera przy wszystkich rozmawiając na głośnomówiący. Tak naprawdę to nie gra – grą było wszystko co bohaterowie robili wcześniej. Wieczór degustacji potraw i żartów, zamieni się w wieczór coming-outów. Reżyser nie szprycuje przestrzeni ani fabuły, a doskonale napisany dialog pozwala się spełnić temu filmowi – jak w porządnym dramacie. Komedii tutaj mniej, a przynajmniej jest ona tak naprawdę wyważonym refrenem w celu zwodzenia. Gra doprowadzi do sporych rewolucji i przewrotów. Okaże się, że przyjaciele od lat, nie znają się w ogóle. Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie (2016) - Giuseppe Battiston, Alba Rohrwacher Demistyfikacja nastąpi etapowo, a zwrotów akcji nie zabraknie. Jednocześnie nikt daleko od stołu nie odejdzie, a akcja nie przesunie się mocno w czasie. Reżyser w pewnym momencie staje w rozkroku w tezach – nie wiadomo czy wymierza siarczysty policzek wszelkiemu kłamstwu i pokazuje jak niestabilny to grunt i ślepy zaułek, czy idzie za Seneką: Kłamać nigdy nie wolno, ale nie zawsze trzeba mówić całą prawdę. W mniej ekstatycznej formie Rzezi Polańskiego, film pokazuje ile rzeczy może wydarzyć się w czterech ścianach, kiedy tylko ludzie zdzierają z siebie wszelkie powłoki ochronne, którymi współcześnie są telefony. Jedno pomieszczenie, siedem osób (na pewno nie siedmiu wspaniałych) i mnóstwo nieprzerysowanych katastrof oraz emocji. Żywy kawał kina. Poza tym: Dobre się kręci kino w takim aktorskim towarzystwie. Dziesięć lat związku. Dekada bycia razem. Wspierania się i spierania. Czy to wystarczająco wiele, by uznać, że – przynajmniej metaforycznie – posiadamy supermoce? Czy współczesne związki, coraz częściej niesformalizowane, są wystawiane na tak potężne próby, by partnerów, którzy wytrwali, mimo przeciwności, nazywać superbohaterami? A może wszyscy w jakiś sposób nimi jesteśmy? Znosząc to, co znieść trzeba, i walcząc z tym, co można pokonać? Kto jest prawdziwym superbohaterem? Będący wytworem wyobraźni Spider-Man, którego losy z fascynacją śledzi nasz siostrzeniec, czy mama tego kilkuletniego chłopca, która rzuca wszystko, gdy ten zaleje się łzami? Liga superbohaterów czy dwoje ludzi, którzy z uporem brną razem przez życie, mając w zanadrzu tylko to jedno – miłość? A wiemy przecież nie od dzisiaj, że ona sama nie wystarczy. Niczym superbohaterów właśnie przedstawia postaci w swoim komiksie Anna w najnowszym filmie Paola Genovese. Anna, dla której inspiracją do stworzenia komiksu Superbohaterowie jest ona sama i jej wieloletni partner, z którym od dziesięciu lat idą przez życie – potykając się, brodząc w brudnej wodzie, kalecząc, tracąc siebie z oczu i znów spotykając na rozstaju dróg. Taki również tytuł ma film włoskiego reżysera, który tym razem na warsztat bierze historię zwykłych ludzi, superbohaterów swoich czasów i swojego otoczenia. Film Superbohaterowie wchodzi do polskich kin dzięki Aurora Films, a Głos Kultury objął dzieło patronatem medialnym. Anna i Marco poznają się w niezbyt sprzyjających okolicznościach. I nie chodzi o deszcz (który okazuje się pretekstem do pierwszej rozmowy i pierwszego gestu wyrażającego żywe zainteresowanie drugą osobą), lecz o aktualną sytuację życiową. Ona nie szuka nikogo na stałe, zadowalając się jednonocnymi przygodami, on z kolei jest właśnie w związku, i to dość poważnym, bo właśnie ze swoją dziewczyną, Pilar, mają przeprowadzić się do wspólnego mieszkania. Jednak Anna i Marco przyciągają się w trudno zrozumiały dla nich sposób. Nawet gdy znikają sobie z oczu na długo, wracają potem z siłą pierwszego, szaleńczego zakochania. Obserwujemy ich przez dziesięć lat – zmieniają się ich fryzury, sytuacja materialna, ich skóra, ich problemy i marzenia. Zmienia się także ich miłość, ale niezmiennie na przestrzeni tych lat dostrzegają w sobie coś, co sprawia, że się kochają i w końcu stwierdzają, że po prostu muszą iść razem przez życie. Przypadek staje się dla nich nowym Przeznaczeniem. A może na odwrót? Film, za którego reżyserię odpowiada Paolo Genovese, znany polskim widzom z takich hitów jak Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie (nasz Wielogłos TUTAJ) czy filmu The Place (zachęcam do lektury TEGO Wielogłosu) to pełne przeskoków czasowych towarzyszenie Annie i Marco w ich dążeniu do tego, by być razem, przetrwać kolejne burze i cieszyć się ze swoich sukcesów. Pokonywać drobne na pozór przeszkody, które – jakby same miały jakieś supermoce – potrafią urosnąć do rangi nieprzekraczalnych barier. Wędrujemy przez życie razem z tą dwójką i obserwujemy ich wzloty i upadki, większe i mniejsze kłamstwa, wyrzuty, obawy i troski. Patrzymy na to, jak rozpadają się związki ich przyjaciół, poznajemy matkę Anny i dowiadujemy się, że jej ojciec zniknął zaraz po jej urodzeniu – co może nam dużo mówić o tym, dlaczego kobieta wynosi do rangi superbohaterstwa fakt trwania przy sobie dwojga ludzi mimo przeszkód i pędzącego naprzód świata. Gdzieś tam w tle raz na jakiś czas przewija się motyw dziecka. Za drzwiami u sąsiadów słychać płacz niemowlaka, przyjaciele spodziewają się potomka, przy sąsiednim stoliku w restauracji siadają goście z wózkiem. Ten temat wisi nad bohaterami, ale wisi w sposób bardzo nienachalny, a przynajmniej nienachalny dla widza. Zdaje się naturalną koleją rzeczy nie sam fakt posiadania dziecka, wychowywania potomka, ale kwestia rozmowy o tym między dwojgiem ludzi, którzy tworzą związek – ustalenia nie kiedy i ile, ale czy w ogóle. Superbohaterowie to komiks, którego pierwszy zeszyt Anna tworzy (dla wydawnictwa, w którym pracuje), zainspirowana dziesiątą rocznicą związku z Marco. Komiks opowiada o zwykłych ludziach, którzy superbohaterami stają się, „po prostu” utrzymując swój związek. Komiksy te pełne są zabawnych historyjek z życia pary, anegdot – tych bardziej i jeszcze bardziej życiowych. Przypominają w tym prawdziwą serię komiksów zatytułowaną One of Those Days, którą tworzy wspólnie małżeństwo: Jehuda i Maya Devir – zaczynając od opisywania własnych perypetii jako para, z czasem, wraz z biegiem życia, „dorzucając” do tego jedno, a potem drugie dziecko. Komiksowi Superbohaterowie pomagają niezbyt wylewnej i mimo wszystko dość zdystansowanej Annie wyrazić emocje, a także lęki związane z miłością i oddaniem się drugiej osobie, uzależnieniem się od niej. Marco, choć bardziej skory do rozmawiania o uczuciach, również nie potrafi powiedzieć swojej partnerce wszystkiego. Marco jest profesorem fizyki, a czas, który go zajmuje zarówno jako naukowca, jak i w pewnym sensie jako filozofa, odgrywa w filmie znaczącą rolę. Mężczyzna nie do końca zgadza się z postrzeganiem go w kategorii przeszłości i przyszłości czy w ogóle w jakichkolwiek kategoriach. Do (nomen omen) czasu, aż musi zmierzyć się z faktem, że czas – czy tego chcemy, czy nie – ma na nas ogromny wpływ i aż nazbyt wyraźnie dzieli nasze życie na poszczególne etapy, nie wspominając już o tym, że nadchodzi moment, kiedy po prostu może go zabraknąć. Superbohaterowie ostatecznie więc mierzą się z upływem czasu, własnymi kłamstwami, mniejszymi i większymi zdradami, śladami przeszłości, odmiennym spojrzeniem w dal. Paolo Genovese serwuje widzom komediodramat jakże inny od poprzednich swoich filmów. Nie jesteśmy tu uwikłani w ciasną sieć kłamstw i zdrad, w której niemal każdy ma niemało za uszami; nie docieramy także do pytania, ile złego w nas siedzi, w jakim stanie jest nasza moralność i do czego bylibyśmy się w stanie posunąć, by spełnić nasze najskrytsze marzenia. Jednak kolejny raz dostajemy opowieść o ludzkiej naturze – skomplikowanej tak bardzo, jak to tylko możliwe. A kiedy do opowieści o tej naturze dodamy jeszcze opowieść o relacjach między dwojgiem kochających się ludzi – mamy gwarancję, że to nie będzie ani jednoznaczna, ani jednostronna historia. Marco i Anna są równoprawnymi bohaterami tej historii. Z jednej strony moglibyśmy być nimi, z drugiej jednak jest to niemożliwe, bo każda opowieść i każdy związek jest inny. Wszyscy jesteśmy bohaterami swoich historii. Przy odrobinie wysiłku stajemy się superbohaterami. Genovese ma już doświadczenie w bardzo bliskiej pracy kamery z aktorami, w intymności między nimi, w ciasnej atmosferze, w której spiętrzają się zarówno dobre, jak i złe emocje i stany. Nic dziwnego więc, że nie zawodzi i tym razem, dając nam obraz ludzi, którzy przez dziesięć lat tworzą związek może nie idealny, ale idealny w dążeniu do tego, by w ogóle go utrzymać, by wytrwać w tym wszystkim, co miłością nie jest, ale jest potrzebne do tego, by razem z tą miłością stworzyć coś, co przetrwa, co nie rozpadnie się przy pierwszej próbie, przy pierwszym ostrzejszym zakręcie, po pierwszej burzy i wichurze, która strąca dachy. Aktorzy – Alessandro Borghi i Jasmine Trinca – oddali świetnie nie tylko chemię między dwojgiem przyciągających się przez ponad dekadę ludzi, ale także wiarygodnie odegrali swoich bohaterów jako jednostki, dając im życia i osobowości, w które wierzymy – w niektórych ich zachowaniach się odnajdujemy, w innych nie, ale za każdym razem widzimy w nich mężczyznę i kobietę, którzy przeżywają swoje życie – i starają się to robić najlepiej, jak potrafią. Walczą o miłość i nie odpuszczają, choćby wydawało im się, że jest już za późno. Tracą coś, by zrozumieć wartość tego, co wypadło im z rąk. A potem schylają się desperacko wręcz, by zdążyć to złapać. Kłócą się, podnoszą głosy i opadają im ręce – dokładnie tak, jak nam. Nie ma w nich grama sztuczności, a ich żywe twarze, pełne emocji i bogate w mimikę sprawiają, że przez te niemalże dwie godziny oglądamy nie aktorów, ale prawdziwych ludzi, którzy walczą o miłość, związek i to, do czego rwie nam się serce. I choć przeskoki w czasie, które pozwalają nam prześledzić chaotyczne momentami dziesięć lat historii tych dwojga, mogą się wydać zbyt szybkie, zbyt nagłe, to trzeba oddać twórcom, że kolory zdjęć towarzyszące kolejnym etapom wspomnień są odpowiednio dobrane do czasu przeszłego, a i same przejścia są zrealizowane sprawnie i zgrabnie. Również muzyka staje się dopełnieniem włoskiego filmu, a utwór Downtown z 1964 roku, choć niejednokrotnie wykorzystywany już w kinie czy telewizji (Przerwana lekcja muzyki, serial Zagubieni), nie brzmi tu wcale odtwórczo czy nudno, idealnie wpasowując się w klimat tak samego filmu, jako dzieła pełnego technikaliów, jak i jako opowiadanej historii. Superbohaterowie to film, który nie tyle gloryfikuje długoletnie związki, ile pokazuje, że życie i relacje międzyludzkie są po prostu niewyobrażalnie skomplikowane i nie jest żadną sztuką – poddawać się, odpuszczać, zdradzać, nie wybaczać, kłócić się, obstawiać przy swoim, słowem: żyć całkowicie po swojemu i liczyć, że ktoś kiedyś po prostu to zaakceptuje. Sztuką czy raczej, zgodnie z tytułem filmu, supermocą jest próbować, starać się: nieważne czy jesteśmy w związku rok, pięć lat, dziesięć czy pięćdziesiąt. Nieważne, czy chodzi o miłość, czy o przyjaźń. Superbohaterowie Paola Genovese to ludzie, którzy się obrażają, unoszą dumą, rozstają – ale nie zacietrzewiają się w swoich żalach. Wyciągają rękę, widzą swoje błędy, dostrzegają szansę na niepowtarzalne uczucie tam, gdzie ktoś, kto nie korzysta z tych supermocy (bo wierzę, że prawie wszyscy je mamy), zwyczajnie odejdzie, nie obracając się za siebie ani razu. Superbohaterowie nie muszą być, co więcej, laurką dla monogamii czy dla związków heteroseksualnych. To raczej pochwała – i być może zachęta – dla człowieka, który wie, że kompromisy, rozmowy, wyciąganie ręki, kontakt fizyczny, druga szansa, czas, który nam pozostał – to nasze jedyne supermoce. Ale takie, których nikt nam nigdy nie odbierze, których możemy użyć zawsze i wszędzie – jeśli tylko chcemy. Dopóki mamy czas. Superbohaterów warto obejrzeć, bo te niecałe dwie godziny nie pójdą na marne. Seans skłania do przemyśleń, ale też nie brakuje w nim uśmiechu. Fani filmów opowiadających w sposób błyskotliwy i szczery o zwykłym życiu powinni być usatysfakcjonowani. Podobne wpisy: Opublikowano: 2018-01-17 12:18:02+01:00 · aktualizacja: 2018-01-17 12:20:32+01:00 Dział: Kultura Kultura opublikowano: 2018-01-17 12:18:02+01:00 aktualizacja: 2018-01-17 12:20:32+01:00 Już 23 lutego do kin trafi „THE PLACE”, najnowsza produkcja twórców hitowego obrazu „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”. Tym razem reżyser, Paolo Genovese, bierze pod lupę moralność, a także mroczne tajemnice ludzkiej duszy. I zadaje pytanie: Jak daleko się posuniesz by spełniać swoje marzenia i pragnienia? We Włoszech film już zdobył status przeboju kinowego. Od listopadowej premiery widziało go ponad milion widzów. Polska premiera kinowa już 23 lutego 2018 Tajemniczy mężczyzna codziennie siedzi przy tym samym stoliku w tej samej restauracji - THE PLACE, rozmawiając z osobami, które przychodzą do niego po nietypową pomoc. Każdy z gości okazuje się czegoś pragnąć, ma marzenie trudne w realizacji, jeśli w ogóle nie niemożliwe. Jednak dla mężczyzny wszystko jest wykonalne. „Możesz to osiągnąć”, powtarza każdemu. Ale warunkiem jest wykonanie specjalnego zadania, dzięki czemu spełni najskrytsze życzenie. Kim właściwie jest ten człowiek i kto wyznacza reguły dziwnej gry przy stoliku? W filmie powracają aktorzy znani z „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”, jak Valerio Mastandrea, Marco Giallini i Alba Rohrwacher, a dołącza do nich gwiazda mafijnego serialu „Suburra”, Alessandro Borghi. Publikacja dostępna na stronie: